
Yaman i Nana budzą się w opuszczonym magazynie, związani plecami do siebie ciężkim łańcuchem. Przestrzeń jest zimna, wilgotna i martwa, jakby miasto zapomniało o tym miejscu wiele lat temu. Rdza na belkach przypomina zaschniętą krew, a betonowa posadzka lepi się od starych plam oleju. Każdy dźwięk odbija się echem: kapanie wody w oddali, skrzypienie metalu, ciężki oddech dwojga ludzi uwięzionych bez drogi ucieczki. Choć nie mogą się zobaczyć, czują się nawzajem aż nazbyt wyraźnie — każdy ruch, każdy skurcz strachu.

W ciszy Nana zaczyna rytmicznie stukać obcasem o beton. Dźwięk jest uporczywy, niemal hipnotyzujący. Yaman, zaniepokojony i rozdrażniony, pyta, dlaczego to robi, obawiając się, że ktoś ich usłyszy. Nana po chwili wyznaje, że to nawyk z dzieciństwa. Kiedy była mała i bawiła się w chowanego, stukanie było znakiem: „Jestem tutaj”. Sygnałem dla jej brata, który zawsze ją odnajdywał, nawet wtedy, gdy inni przestawali szukać. Teraz robi to samo — nie po to, by wołać o pomoc, lecz by Yaman wiedział, że ona nadal jest, że nie zniknie.
Te słowa poruszają Yamana głębiej, niż chciałby przyznać. Pyta wprost, czy którykolwiek z porywaczy ją skrzywdził. Nana odpowiada spokojnie, ale stanowczo, że nikt nie miał prawa jej dotknąć i nikt tej granicy nie przekroczył. W jej głosie nie ma strachu — jest siła i godność. Yaman czuje jednocześnie ulgę i podziw, ale też ciężar winy. Przyznaje, że to przez niego Nana znalazła się w tym świecie przemocy i zagrożeń. Ona jednak nie pozwala mu się obwiniać, mówiąc jasno, że weszła w to z własnej woli.

Rozmowa schodzi na bolesną przeszłość i sprawę Cengera. Nana wyjawia, że była w kawiarni, do której poszedł w dniu swojej śmierci, i tam usłyszała rozmowę, która zmieniła jej spojrzenie na Yamana. Zrozumiała, że mężczyzna, którego uważała za potwora, sam był zmuszony do rzeczy, których nienawidził. Przyznaje, że walczyła z nim, bo widziała tylko krew, a nie to, co do niej doprowadziło. Teraz jednak widzi prawdę — i wie, że zawsze była po jego stronie, nawet gdy on w to nie wierzył.
W końcu Nana wypowiada słowa, na które oboje czekali: że Yaman wiedział o jej miłości, nawet wtedy, gdy ona sama mówiła coś innego. Wspomina noc, gdy obiecał jej, że „od teraz wszystko będzie piękne”, i dopiero teraz rozumie sens tych słów. Yaman przyznaje, że milczał nie z braku uczuć, lecz dlatego, że prawda mogła ją zabić. Obiecuje, że jeśli wyjdą stąd żywi, porozmawiają o wszystkim, bez niedomówień.
Wtedy ciszę rozrywają skrzypiące drzwi i ciężkie kroki. Do magazynu wchodzą zamaskowani mężczyźni. Na stół kładą pistolet, czerwoną różę i tajemnicze urządzenie. Ogłaszają „Ślub Śmierci” i zapowiadają, że Yaman będzie świadkiem. Gdy Nana i Yaman mają zawiązane oczy, napięcie sięga granic. W chwili zagrożenia Yaman reaguje instynktownie i brutalnie — jednym kopnięciem powala napastnika, wywołując chaos.

Maski opadają. Prawda wychodzi na jaw: za wszystkim stoi Nedim. Zaskoczony siłą Yamana i ogarnięty strachem, decyduje się na ucieczkę. W zamieszaniu porywacze znikają, ale pozostawiają po sobie coś znacznie groźniejszego — urządzenie z migającą diodą. Yaman i Nana, wciąż połączeni łańcuchem, muszą działać razem. Wspólnym wysiłkiem rozrywają metalowe ogniwo i w ostatniej chwili uciekają z magazynu.
Na zewnątrz noc jest zimna, a w oddali znikają czerwone światła samochodów Nedima. Z wnętrza magazynu dobiega głuchy huk. Nana drży, ale Yaman osłania ją własnym ciałem i przysięga, że jej nie zostawi. Gdy znajdują porzucony telefon, Yaman wzywa pomoc. Stoją obok siebie, brudni, poturbowani, ale razem — wreszcie po tej samej stronie. Nana nie musi już stukać, by udowodnić, że istnieje. Wystarczy, że oddycha obok niego.